Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reforma edukacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reforma edukacji. Pokaż wszystkie posty

11.07.2009

Debata na temat studiowania

Pracodawcy narzekają na niski poziom wykształcenia studentów. Wykładowcy też narzekają na studentów. Twierdzą, że ci nie chcą się uczyć i wszystko przepisują z Internetu (ta zła wikipedia...). Studenci narzekają, że wykładowcy są słabi, nie chce im się porządnie przygotować do zajęć (bo pracują zazwyczaj gdzieś poza uczelnią i nie mają na kształcenie czasu), nie dotrzymują słowa, nie przychodzą na zajęcia... I tak dalej, i tak dalej. Jedno wielkie narzekanie, a równanie pozostaje niezmienne od lat: uczelnia + studenci = niski poziom.

Jak donosi Gazeta Wyborcza z przed kilku dni, główne przyczyny takiego stanu rzeczy to według studentów: brak zaplecza naukowego, zbiurokratyzowana, nieformalna struktura administracyjna uczelni, czy kompletny brak kontaktu między nauczycielem akademickim a studentem. Natomiast wykładowcy uważają, że program nauczania jest często przeładowany. Według nich powinna zostać także przywrócona rozmowa kwalifikacyjna przy naborze na studia, która dokonałaby surowszej selekcji.

Z ciekawą inicjatywą wystąpił portal Perspektywy.pl – na jego stronach do końca lipca można wziąć udział w referendum, w którym możemy opowiedzieć się za kilkunastoma kierunkami zmian w szkolnictwie wyższym. Zachęcamy do głosowania: Perspektywy.pl Szkolnictwa Wyższego.

10.06.2009

Reforma do poprawki

Przy okazji obchodów rocznicy 20 lat wolnych wyborów w Polsce odbyło się wiele ciekawych inicjatyw, które podsumowywały to, co wydarzyło się w naszym kraju w ostatnim dwudziestoleciu. Na tle różnych przedsięwzięć warte odnotowania są wyniki debaty „Okrągłego stołu 2009“. Zastanawiano się nad strategicznymi celami rozwoju Polski na następne 20 lat.

Uczestnicy "Okrągłego stołu 2009" wskazali pięć celów:
1. Reforma systemu edukacji - nauczanie zasad współpracy, kształtowanie postaw otwartości i zaufania oraz nowoczesne metody kształcenia;
2. Stworzenie silnych centrów naukowo-innowacyjnych;
3. Realna demokracja, wolny rynek, Polska państwem prawa, mechanizmy gwarantujące ochronę praw człowieka i obywatela;
4. Rozwój infrastruktury drogowej ,kolejowej, lotniczej i energetycznej;
5. Polityka prorodzinna - zachęcanie pracodawców, by zatrudniali kobiety; powszechny dostęp do żłobków i przedszkoli; brak konieczności wyboru - sukces zawodowy czy dziecko; prorodzinny system podatkowy.

Postawienie reformy edukacji w gronie najważniejszych celów na nadchodzące 20 lat ma chyba wymiar symboliczny. Jest moim zdaniem żółtą kartką dla poprzednich i obecnych władz oświatowych, że zaniedbały jeden ze strategicznych kierunków rozwoju naszego kraju. Ciągle od kilkunastu lat marnujemy czas, przepychamy się koncepcjami, bez końca dyskutujemy o reformie systemu edukacji, wprowadzamy w nim kolejne łaty mające zakryć edukacyjne „dziury“, a nie jesteśmy w stanie opracować spójnej i dopasowanej do współczesnych czasów strategii długofalowego rozwoju edukacyjnego Polski.

27.12.2008

Rodzice niepotrzebni przy wyborze dyrektora szkoły?

Trwają prace na nowelizacją Ustawy o systemie oświaty, w której m.in. proponowane jest zmniejszenie roli rodziców w szkole poprzez ograniczenie do jednego przedstawiciela rodziców przy wyborze dyrektora szkoły. Widocznie urzędnicy odpowiedzialni za system edukacji uznali, że rodzice mają zbyt wielki wpływ na to, kto zostaje dyrektorem w szkole, w której uczą się ich dzieci. Na chłopski rozum powinno być chyba odwrotnie...

Propozycje proponowane w projekcie ustawy zaniepokoiły organizacje edukacyjne. Zdaniem Aliny Kozińskiej z Federacji Inicjatyw Oświatowych to błędne rozwiązanie, gdyż należy raczej myśleć, jak zwiększyć rolę rodziców w szkole. „Dyrektor jest osobą, która ma decydujący wpływ na szkołę. Wyborcami w przypadku dyrektora powinni być rodzice dzieci uczęszczających do danej szkoły.” – zauważa Kozińska. „Taki wybór wzmocni pozycję dyrektora wobec organu prowadzącego szkołę i jednocześnie wzmocni rolę rodziców w szkole. Przyczyni się też do podwyższenia jakości pracy szkoły, gdyż zainteresowanie rodziców szkołą ich dziecka, aktywność oraz codzienne pozyskiwanie informacji o pracy szkoły są czynnikami najbardziej skutecznie wpływającymi na jakość pracy szkoły.”

Rodzice mają obecnie niewielki wpływ na rozwój szkoły publicznej i oczekuje się od nich przede wszystkim wykładania środków na pokrycie różnego rodzaju wydatków, które ma szkoła (oczywiście pod hasłem podniesienia jakości edukacji, czego nikt potem nie stara się mierzyć). Szkoła to społeczność osób uczących się, którą powinni wspólnie współtworzyć przede wszystkim uczniowie i nauczyciele, ale przy aktywnym współudziale rodziców i (jeżeli potrzeba) przy pomocy (zasada pomocniczości!) urzędników samorządowych i oświatowych. Lekceważenie rodziców przy wyborze dyrektora może doprowadzić do jeszcze większej alienacji szkoły, jako instytucji, która nie służy społeczeństwu, lecz jedynie urzędnikom.

„Szkoła jest bowiem pierwszym miejscem uczącym zaangażowania obywatelskiego nie tylko uczniów, ale i ich rodziców. Jaka szkoła, taka potem demokracja.” – mówi Kozińska.

Osoby zainteresowane zabraniem głosu na temat roli rodziców w szkole mogą wysyłać swoje uwagi e-mailem na adresy: biuro@fio.org.pl oraz edunews.pl@gmail.com.

14.10.2008

Otwarty dostęp do zasobów edukacji narodowej

Choć dzisiaj Dzień Edukacji Narodowej, wielka „pompa“ i nagrody za ciężką pracę dla nauczycieli, to ten wpis będzie o czymś innym - co jest na pierwszy rzut oka oderwane od licznych uroczystości i apeli, w których uczestniczą dziś uczniowie, urzędnicy oświatowi i nauczyciele. Otóż na świecie na dziś zaplanowano – widocznie nie wzięto pod uwagę polskiej specyfiki – Dzień Otwartego Dostępu do Zasobów Wiedzy, czyli Open Access Day.



Jest on obchodzony 14 października z inicjatywy Scholarly Publishing and Academic Resources Coalition (SPARC), Students for FreeCulture i Public Library of Science. Jest to międzynarodowa inicjatywa promująca ruch wolnego dostępu do wiedzy, którą w Polsce wspierają Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, Fundacja Nowoczesna Polska, Creative Commons Polska i Stowarzyszenie Wikimedia Polska.
Open Access jest koncepcją dystrybucji wiedzy, w której literatura naukowa ma formę cyfrową, dostępna jest online bez opłat, publikowana na swobodnych zasadach i uwolniona od wszelkich restrykcji prawno-autorskich. W ten sposób publikacje naukowe pod szyldem Open Access są swobodnie dostępne w internecie - za darmo.
Organizatorzy polskich obchodów Open Access Day podkreślają, że nowe technologie i Internet zmieniły nasze życie, dając nam szansę wykorzystania informacji i wiedzy w skali globalnej, możliwość tworzenia dzieł kultury, prowadzenia badań i projektów edukacyjnych. Apelują, aby dzielić się nabytą wiedzą z innymi, tak by dobra, które wszyscy współtworzymy były dostępne każdemu, za darmo i przez 24h na dobę.
Uważam, że inicjatywa ta świetnie łączy się z polskim świętem edukacji. W pewien sposób można to nawet potraktować jako ważny postulat (jakże w odpowiednim czasie), w którym kierunku powinna rozwijać się edukacja narodowa w Polsce. W tym dniu powinniśmy się zastanowić po pierwsze jak ma rozwijać się system edukacji w Polsce – czy dalej mamy rozwijać archaiczną koncepcję szkoły, czy może dokonać w końcu prawdziwej, strategicznej reformy systemu edukacji, która nada nowy impuls w rozwoju gospodarczym i społecznym Polski? Pytanie to pozostaje ciągle otwarte...

11.04.2008

Kawałki lektur wystarczą

Moim zdaniem w Ministerstwie Edukacji Narodowej coś się ruszyło. Po kilku dobrych latach marazmu i braku jakichkolwiek pomysłów na rzeczywistą reformę sposobu nauczania, dowiadujemy się co kilkanaście dni o nowych pomysłach dotyczących polskiej edukacji. Warto docenić to, że MEN otwiera się na współpracę ze środowiskami organizacji edukacyjnych, które rzeczywiście, a nie tylko „papierowo” czy strajkowo, są zaangażowane w tworzenie nowej jakości w edukacji. Nie tak dawno pisałem o dobrym pomyśle dotyczącym obowiązkowej nauki języka angielskiego na wszystkich szczeblach kształcenia, a teraz dowiadujemy się, że wreszcie uczniowie będą mieli lżej – nie będą na siłę czytać całych lektur szkolnych, tylko ich fragmenty, które są ważne w ich edukacji.
Oczywiście od razu podniosły się głosy, że to zamach na kulturę polską i degeneracja młodzieży, która będzie się nadawała tylko na zmywak lub do kopania rowów. Wpisy na różnych forach dyskusyjnych są doprawdy zabawne. Spróbujmy wreszcie zrozumieć, że nie tkwimy wciąż w XIX wieku, gdzie z każdej strony grożą nam zaborcy chcący wynarodowić Naród Polski i zepchnąć go do roli służących Europy. Wyniki badań (na całym świecie, także w Polsce) wskazują, że młodzi ludzie od dawna mówią, że dotychczasowe, tradycyjne metody edukacji (oparte m.in. na wykładzie nauczyciela i stercie książek do wbicia do głowy) są dla nich nieprzydatne, nieatrakcyjne, nieangażujące, niepraktyczne – słowem nudne do bólu i są najzwyczajniej stratą czasu. Narzucanie obowiązku czytania kilkudziesięciu lektur szkolnych nie prowadzi wcale do lepszego przygotowania uczniów do samodzielnego życia, ani też do większego patriotyzmu. Nauczanie szkolne musi dziś nawiązywać do współczesnego trybu życia – gdy żyjemy w szybkim tempie, mamy do czynienia z zalewem informacji, przetwarzamy tylko niektóre z nich, selekcjonujemy, łączymy fakty i w ten sposób uczymy się i wyrabiamy sobie pogląd na różne sprawy. Wolałbym, żeby młodzi ludzie z własnej, nieprzymuszonej woli czytali dzieła literatury narodowej, niż udawali, że je czytają, bo tak się im każe w programie nauczania. Skończmy z tą fikcją. Dajmy swobodę nauczycielom decydowania o czym i w jaki sposób poprowadzić lekcję dotyczącą ważnych pozycji literatury narodowej. A moim zdaniem popularność serwisu Wolne lektury świadczy o tym, że również młodzi ludzie chcą je czytać, ale niekoniecznie w sposób narzucany przez szkołę.