Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trendy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trendy. Pokaż wszystkie posty

28.12.2008

Dzień Domeny Publicznej

1 stycznia każdego roku to dzień, w którym wygasają prawa autorskie do utworów, których autorzy zmarli 70 lat wcześniej. W 2009 roku wygasną więc prawa do twórczości osób, które zmarły w 1938 roku. Tym samym dzieła niemal 500 twórców przejdą do domeny publicznej – zbioru twórczości, której nie chronią prawa autorskie i którą w związku z tym można je swobodnie wykorzystywać. Będą to dzieła m.in. Brunona Jasieńskiego, św. Faustyny Kowalskiej, Osipa Mandelsztama czy Karela Czapka.



1 stycznia jest od kilku lat świętowany na całym świecie jako Dzień Domeny Publicznej (Public Domain Day). Z tej okazji Koalicja Otwartej Edukacji (KOED) zaprasza na konferencję prasową poświęconą kwestii domeny publicznej, praw autorskich i dziedzictwa kulturowego. Zaprezentowane zostaną polskie projekty dotyczące udostępniania dziedzictwa kulturowego znajdującego się w domenie publicznej oraz działania Koalicji.

Konferencja prasowa odbędzie się 30 grudnia br o godzinie 11.00, w budynku głównym Biblioteki Narodowej w Warszawie, al. Niepodległości 213, (wejście B, dla personelu BN). Więcej informacji o konferencji na stronie Koalicji Otwartej Edukacji.

Koalicja Otwartej Edukacji (KOED) jest porozumieniem organizacji pozarządowych i instytucji działających w obszarze edukacji, nauki i kultury. Celem jej działania jest budowanie, promocja i aktywność na rzecz otwartych zasobów edukacyjnych rozumianych jako materiały, które są udostępnione w sposób otwarty i gwarantujący ich odbiorcom wolność wykorzystywania oraz odtwarzania utworu, wolność poznawania dzieła czy stosowania zawartych w nim informacji, wolność redystrybucji i wolność dystrybucji dzieł pochodnych.

Otwarte Materiały Edukacyjne (ang. Open Educational Resources, w skrócie OER, w literaturze polskiej termin ten bywa niekiedy tłumaczony także jako Otwarte Zasoby Edukacyjne) to światowa społeczność współpracująca przy tworzeniu wspólnych, powszechnie dostępnych zasobów edukacyjnych, udostępnianych wraz z prawem do ich dalszego wykorzystywania i adaptacji. Termin ten po raz pierwszy został użyty w 2002 r. podczas Forum on the Impact of Open Courseware for Higher Education in Developing Countries przy UNESCO.

Otwarte Materiały Edukacyjne to termin określający wiele zróżnicowanych inicjatyw edukacyjnych z całego świata, zorganizowanych zarówno w tradycyjny, jak i innowacyjny sposób, mających różne cele i grupy beneficjentów. Nie istnieje centralna organizacja grupująca, zarządzająca czy standaryzująca procedury OER. Tym niemniej, panuje konsensus co do tego, czym są Otwarte Materiały Edukacyjne. Są one definiowane najczęściej jako te materiały, które są publicznie dostępne w internecie (bez kontroli dostępu), opublikowane wraz z prawem do dalszego wykorzystania (w tym celu zalecane jest stosowanie tzw. wolnych licencji), i rozwijane w otwarty sposób (z możliwością udziału beneficjentów w procesie redakcyjnym).

W styczniu 2008 roku została opublikowana Kapsztadzka Deklaracja Otwartej Edukacji, jeden z kluczowych dokumentów określających cele i metody ruchu OER. Deklaracja była efektem spotkania i wspólnej pracy kilkudziesięcioosobowej grupy pracowników organizacji pozarządowych, przedstawicieli instytucji naukowych i administracji państwowej, nauczycieli i autorów materiałów edukacyjnych z całego świata.

Więcej informacji o Otwartej Edukacji na stronach KOED.

5.11.2008

E-szajs i e-learning

Kilka dni temu znajomy, student najbardziej prestiżowej publicznej uczelni warszawskiej od lat przodującej w rankingach, pokazał mi „kurs” e-learning w wydaniu pracowników naukowych tejże uczelni. Smutne i bolesne było to doświadczenie. Umocniło we mnie przekonanie, że skala marnotrawienia pieniędzy publicznych na uczelniach jest dużo większa niż może się wszystkim wydawać. Nie można oczywiście nazywać tasiemcowych i nudnych tekstów wrzuconych w formie plików PDF nazwać kursem e-learningowym. Tworzenie takich „kursów“ i promowanie ich wśród studentów pod hasłem e-learningu zakrawa na kpinę. Mam wrażenie, że głównym celem wprowadzania takich zajęć na uczelnie publiczne jest niczym nieopanowana chęć uwolnienia się wykładowców od studentów, aby mogli wreszcie zająć się swoją karierą i wyciąganiem kasy na drugich, trzecich czy czwartych etatach. Przypuszczam też, że niestety wiele jest na polskich uczelniach takiego e-szajsu. Czy ktoś to w ogóle akceptuje te materiały do publikacji w uczelnianych portalach? Niestety, jest to kolejny dowód na to, że brak konkurencji w szkolnictwie wyższym pomiędzy wszystkimi uczelniami, a nie tylko prywatnymi, prowadzi do nadużyć i marnotrawstwa publicznych pieniędzy.


Ale miało być pozytywnie. Już od dawna z wielu prowadzonych badań na świecie (np. Horizon Report, Beyond e-Learning) wynika, że edukacja zdalna z wykorzystaniem komputera będzie podstawową formą pogłębiania wiedzy we współczesnym świecie. Będzie to również rozwiązanie tańsze, niż tradycyjne zajęcia organizowane w szkole czy na uczelni. Naukowcy z najlepszych na świecie uniwersytetów Harvarda i Stanford przewidują, że do 2019 roku nawet połowa zajęć w amerykańskich szkołach średnich będzie prowadzona w sieci (Patrz: Za dziesięć lat połowa zajęć w szkołach online?). Już teraz bardzo dobre wyniki przynosi mieszanie technik nauczania i tworzenie tzw. blended learning, czyli kursów mieszanych (patrz: Hybrydowe nauczanie). W Stanach Zjednoczonych dwie trzecie szkół wyższych oferuje już różnego rodzaju kursy e-learningowych. Również w Polsce mamy wiele przykładów udanych kursów e-learningowych, chociaż głównie w sektorze prywatnym. Sporo w takie rozwiązania zainwestowały również Narodowy Bank Polski, Giełda Papierów Wartościowych wspólnie z Fundacją Promocji i Akredytacji Kierunków Ekonomicznych. A zatem można tworzyć dobre kursy e-learning. Dlaczego więc polskie uczelnie wyższe się nie starają?
Może przyczyna tkwi gdzieś indziej – na przykład w braku umiejętności i niedostatecznej promocji udanych rozwiązań? 10 listopada rozpoczyna się w Stanach Zjednoczonych Tydzień Edukacji Zdalnej. Jego organizatorzy – Amerykańskie Stowarzyszenie Edukacji Zdalnej (USDLA) – mają nadzieję, że ta doroczna inicjatywa pozwoli pogłębić świadomość opinii publicznej o korzyściach wynikających z e-learningu na różnych etapach kształcenia: od podstawówki do studiów podyplomowych i edukacji domowej, jak również w sektorze szkoleń biznesowych, wojskowych, rządowych, czy nawet e-leczenia. Marci Powell, Prezes USDLA, zauważa, że Tydzień Zdalnej Edukacji podkreśla znaczenie tej formy edukacji w XXI wieku w różnych obszarach aktywności społecznej - świat nauki nieodwracalnie zmienia się i w coraz większym stopniu wykorzystuje nowe technologie w procesie nauczania. Z kolei dr Kenneth E. Hartman, dyrektor Drexel University Online zwraca uwagę na to, że pracownicy coraz częściej wskazują edukację zdalną jako kluczową formę pogłębiania kompetencji zawodowych. Z badań Sloan Consortium (Sloan-C) wynika, że już 2,6 miliona studentów w USA korzysta regularnie z e-edukacji, zaś wśród respondentów przeważają oceny dobre tej formy edukacji (40,7% studentów usatysfakcjonowanych, 3,1% nie). Może zatem organizacja podobnej inicjatywy w Polsce przyczyniłaby się do poprawy sytuacji i przyspieszenia rozwoju e-learningu w naszym kraju?

19.10.2008

Autorytety dla edukacji

We wtorek 21 października 2008 r. odbędzie się pierwsze z, miejmy nadzieję bardzo długiego, cyklu spotkań ze znakomitymi światowej klasy ekspertami, których wiedza i doświadczenie mogą być z pożytkiem wykorzystane na potrzeby rozwoju polskiej edukacji. Będziemy mieli okazję wysłuchać Jacka Nashera (system demonstrowania kompetencji) i Lindella Smitha (uczenie się przez emocje). Gorąco polecam, bo ciągle mało jest w naszym kraju wydarzeń, w których moglibyśmy posłuchać ciekawych propozycji z obszaru edukacji.
Przy okazji smutna refleksja. Niestety, aby dowiedzieć się czegoś o nowoczesnej edukacji i najnowszych trendach, musimy coraz częściej sięgać po zagranicznych specjalistów i do zagranicznych serwisów edukacyjnych. Jedną z oznak słabości systemu oświaty w Polsce jest to, że nie ma prawdziwych autorytetów, którzy potrafiliby swoją wizją i propozycjami zapalić do działania nauczycieli, uczniów i ich rodziców. Nie ma ich ani w świecie politycznym, ani w środowisku oświatowym czy akademickim. Edukacja narodowa od wielu lat jest dla polityków przede wszystkim przedmiotem sporów politycznych, nie zaś najlepszą drogą do rozwoju i modernizacji kraju. W efekcie mamy co 4 lata cyrk polegający m.in. na niemal kompletnej wymianie kadr uczędników oświaty, zaskakujących zwrotach o 180 stopni koncepcji działań edukacyjnych, i – co najsmutniejsze – mocno okraszony potężną dawką ignorancji, przez którą cierpią nie tylko uczniowie i nauczyciele, ale i - w długim terminie - całe społeczeństwo. Niestety dotyczy to także poziomu edukacji lokalnej. Takich autorytetów na skalę krajową nie można również wskazać wśród nauczycieli (bo po co się „wychylać“?) czy w środowisku akademickim. Wybitni naukowcy, nawet jeśli mają dobre pomysły na zmiany w edukacji, zazwyczaj podają propozycje wyłącznie z ich wąskiej specjalizacji. Nie mamy w Polsce propozycji strategicznych, horyzontalnych, dalekosiężnych, które pchnęłyby system kształcenia na XXI-wieczne tory. Inaczej mówiąc, sięgając po terminologię kolejową – wleczemy się ciągle przestarzałym i rozpadającym się TLE („Tanie Linie Edukacyjne“) zamiast wsiąść do nowoczesnego edukacyjnego pociągu ICE (czy TGV), dzięki któremu dotrzemy do celu nie marnują cennego czasu (a także środków finansowych, ludzi, entuzjazmu, itp).


Do tego dochodzi jeszcze jeden obszar, który jest „terra incognita“ dla polskich edukatorów, zwłaszcza tych związanych ze sferą edukacji formalnej. To edukacja w sieci i z wykorzystaniem Internetu. Czyli to, w jaki sposób coraz częściej zdobywają wiedzę uczniowie (no bo skąd taka popularność sciaga.pl czy wikipedii?). Dochodzę do wniosku, że edukacyjna przepaść pomiędzy Polską a bardziej zaawansowanymi technologicznie krajami świata pogłębia się. Nie mówię tu o edukacji nieformalnej (tu mamy pomysły na światowym, najwyższym poziomie) ani o rozwoju e-learningu (rozwija się na dość przyzwoitym poziomie). Chodzi mi o filozofię nowoczesnego systemu edukacji. Pojawienie się społecznościowego Internetu i nowoczesnych narzędzi interaktywnych spowodowało, że starą koncepcję edukacji – fabryki produkującej przyszłe kadry dla zakładów – możemy odłożyć do lamusa. Świat nowej edukacji jest zupełnie inny niż ten, który znamy z polskiej szkoły i uczelni (patrz: Stary i nowy świat edukacji). To świat, w którym osoba ucząca się w dużej mierze decyduje co, w jaki sposób i jakimi metodami będzie się uczyć. To świat, o którym mało kto jeszcze w Polsce słyszał (zainteresowanych odsyłam m.in. do Horizon Report). To jest nie mniej ważne wyzwanie polskiej oświaty niż wprowadzanie 6 latków do szkół. Ale o tym w ogóle jeszcze nie myślimy...
Potrzeba nam autorytetów w edukacji, bo w dużej mierze to dzięki nim i w oparciu o nich, będzie można dokonać autentycznych, głębokich zmian w szkolnictwie. Tych autorytetów musimy szukać również w Internecie, gdyż wielu nowoczesnych edukatorów właśnie w sieci prowadzi aktywną działalność (żeby wymienić tylko trzy nazwiska: Stephen Downes, George Siemens, prof. Stephen Heppell). Gorąco zapraszam do udziału w cyklu „Autorytety dla edukacji“ w 2008 i także w 2009 roku.

14.10.2008

Dla nauczycieli komunikat specjalny

W związku ze Świętem Edukacji Narodowej życzymy polskim nauczycielom:
-więcej otwartości na zmiany – nie można trzymać się kurczowo systemu edukacji, który wymyślono w XIX wieku i który w dzisiejszym zglobalizowanym, cyfrowym świecie prowadzi do edukacyjnego skansenu, a nie do nowoczesnej edukacji;
- więcej wiary w umiejętności uczniów – oni wiele potrafią, trzeba tylko stworzyć im możliwości do pracy w preferowany przez nich sposób;
- więcej kreatywności – pozwólcie uczniom tworzyć, a nie odtwarzać. Dlaczego nie zadacie im pracy domowej do wykonania z wykorzystaniem internetu, telefonu komórkowego, aparatu cyfrowego, iPoda, cyfrowego dyktafonu, czy innych urządzeń, z którymi Wasi uczniowie są świetnie obeznani;
- więcej innowacji – może to, że uczniowie są znudzeni, nie słuchają, tracą zainteresowanie po kilku minutach waszej lekcji, wynika wyłącznie z niewłaściwie dobranych metod? Wykorzystajcie różne formy pracy – macie do dyspozycji urządzenia, o jakich nie śniło się nawet waszym nauczycielom. Skorzystajcie z nich;
- więcej odwagi w korzystaniu z nowych technologii edukacyjnych – nawet jeśli nie potraficie – nie bójcie się poprosić uczniów o pomoc – korzyści będą obopólne. Oni – bo zobaczą, że w edukacji można korzystać z narzędzi, które są im świetnie znane; wy – bo nauczycie się w ten sposób czegoś nowego od swoich uczniów;
- więcej inicjatywy – polskiej edukacji nie zmienią urzędnicy Ministerstwa Edukacji Narodowej. Prawdziwej zmiany i modernizacji edukacji możecie dokonać tylko wy, własnymi siłami. Jeżeli chcecie zmiany – musicie się stowarzyszać i głośno mówić o tym, jak chcecie zmieniać szkołę, poprawiać jakość nauczania, wprowadzać nowoczesne metody pracy. Postarajcie się przy tym zdobyć poparcie i uczniów i ich rodziców. To jest recepta na Wasz i szkoły sukces.
Życzymy Wam powodzenia! EDUNEWS.PL będzie Was wspierać w tych działaniach.

6.08.2008

Bez komputera ani rusz

Agencja Reutersa podała, że w lipcu 2008 r. liczba komputerów osobistych w użytku na świecie przekroczyła 1 miliard sztuk. W przypadku krajów rozwijających się, tempo komputeryzacji jest na tyle wysokie, że do 2014 oku zdublują one swoj zasoby komputerowe. Badanie przeprowadziła firma badawcza Gartner, która wskazuje na coraz popularniejsze sieci bezprzewodowe, szerokopasmowy dostęp do Internetu oraz spadek cen komputerów typu PC jako główne czynniki sprzyjające komputeryzacji społeczeństw. „W powszechnej świadomości komputery są niezbędnym narzędziem rozwoju” – zauważa George Shiffler, dyrektor Gartner. Z badań wynika, że na świecie ponad 180 milionów komputerów zostanie wymienionych w tym roku na nowsze modele, a część z nich na pewno trafi w ręce drugich właścicieli. Gartner szacuje również, że aż 35 milionów pecetów trafi w tym roku na wysypiska śmieci, pomimo że zawierają również elementy szkodliwe dla środowiska.


Zwykłem mówić, że moje biuro noszę ze sobą, ponieważ dzisiaj nie da się już normalnie pracować – zwłaszcza przy tak wymagającym nakładów czasu zajęciu jak EDUNEWS.PL – bez dostępu do podręcznych zasobów informacji i wiedzy. Dlatego podejmowane na świecie inicjatywy wyposażenia każdego ucznia w laptopa uznaje za istotną zmianę jakościową procesu edukacji. Zmiana ta tylko przygotowuje dzisiejszą młodzież do sytuacji, która i tak wkrótce nastąpi – komputer będzie im niezbędny w życiu zawodowym i to raczej przez 24 godziny na dobę niż przez 8. Dlatego na wszystkich etapach kształcenia powinni oni używać komputerów do wykonywania najróżniejszych czynności. Nie przejmowałbym się tym, że będą oni korzystać nie tylko z zasobów edukacyjnych, ale również wymieniać się muzyką, ściągać filmy, zabawiać się grami komputerowymi. To naturalne dla młodych ludzi i nie ma co im tego zabraniać, bo zakazy i tak okażą się bezskuteczne. Ważne jest, aby obcowali z komputerem na co dzień bo to ich rozwija na różne sposoby. Z drugiej strony patrząc, istotne jest aby szeroko rozumiany system edukacji (nie tylko szkoły, ale i instytucje okołoszkolne oraz firmy sektora edukacji) potrafił efektywnie odpowiadać na ten trend i wprowadzał w przestrzeń, w której swobodnie porusza się młodzież, coraz to ciekawsze i atrakcyjne aplikacje edukacyjne, które przyczyniać się będą do rozwoju intelektualnego młodzieży i kształtowania praktycznych umiejętności.

16.05.2008

Nauczyć się dostrzegać, zobaczyć aby się nauczyć

Obserwując rozwój systemów edukacji na świecie nie sposób nie dostrzec, że formy audiowizualne, w tym krótsze lub dłuższe filmy, mają coraz większe znaczenie w nauczaniu i uczeniu się, tak na etapie szkolnym, jak i podczas studiów wyższych. Choć filmy w edukacji nie są zjawiskiem nowym – wykładowcy od dawna korzystali z nich na zajęciach, to jednak dopiero dziś, dzięki Internetowi, rozwojowi technologii cyfrowych, dostępności urządzeń mobilnych pozwalających rejestrować i odtwarzać pliki wideo, komputerom w klasach, wykorzystanie filmu jako narzędzia edukacji staje się zjawiskiem powszechnym. Przyczynia się do tego również ogromna popularność internetowego serwisu YouTube (i wielu podobnych), uświadamiając nauczycielom, jakie formy przekazu najchętniej akceptują w dzisiejszych czasach młode uczące się osoby.
Coś, co można chyba już określić mianem „edukacji wizualnej” (ang. Visual Learning), staje się powoli jednym z ważniejszych światowych trendów w nauczaniu. Nie tylko zasoby filmów tworzonych przez osoby uczące się rosną w szybkim tempie, ale również coraz częściej to nauczyciele prowadzą zajęcia korzystając z kamery cyfrowej, aparatu cyfrowego lub nawet telefonu komórkowego. Trend ten wspierają coraz częściej również telewizje, które produkują programy już nie tylko do emisji telewizyjnej, ale również z myślą o odbiorcach w Internecie.
Wydaje się, że to dobry czas na tworzenie kanałów nowoczesnej edukacji w oparciu o materiały filmowe, gdyż miliony uczniów na świecie, mając styczność z Internetem (w tym YouTube), aparatami telefonicznymi wyposażonymi w kamery cyfrowe, odtwarzaczami multimedialnymi, są już świetnie przygotowani do korzystania z takich narzędzi podczas lekcji, co więcej, jak potwierdzają wyniki badań w różnych krajach, chcą tego i oczekują, że filmy będą częściej wykorzystywane w ich edukacji szkolnej.


Jak zauważają amerykańscy specjaliści od nowoczesnej edukacji z wykorzystaniem cyfrowych filmów wideo, „podstawową sprawnością w XXI wieku będzie umiejętność rozumienia obrazów: filmów, grafik, zdjęć wszelkiego typu… nie wystarczy już tylko pisanie i czytanie. Nasi uczniowie muszą nauczyć się przetwarzać zarówno słowa, jak i obrazy. Muszą mieć zdolność poruszania się swobodnie i płynnie pomiędzy tekstem i obrazami, pomiędzy słowem pisanym i światem obrazowym.”
Zapraszamy do lektury najnowszego raportu EDUNEWS.PL na temat cyfrowych filmów wideo w edukacji. Premierę raportu zaplanowaliśmy na 17 maja br. - czyli na Światowy Dzień Społeczeństwa Informacyjnego. Kolejne odsłony raportu ukazywać się będą co drugi dzień.

18.04.2008

EDUNEWS.PL coraz ważniejszym źródłem wiedzy i inspiracji dla edukatorów

Portal WWW.EDUNEWS.PL działa nieco ponad dwa miesiące, a już stał się źródłem cennej wiedzy na temat trendów we współczesnej edukacji, innowacyjnych metod nauczania i uczenia się, doświadczeń zagranicznych z wykorzystaniem technologii komunikacyjnych w edukacji, czy projektów edukacji społecznej i edutainment zwracających uwagę społeczeństwa na ważne zjawiska i problemy społeczne. Dziś właśnie ukazało się w portalu dwusetne opracowanie, co umiejscawia portal w gronie najszybciej rozwijających się mediów edukacyjnych w Polsce.
Cieszymy się, że EDUNEWS.PL okazuje się być dla społeczności internetowej ważnym miejscem do dyskusji na tematy edukacyjne. Dział „Debaty edukacyjne” jest obecnie jednym z trzech najpopularniejszych – obok działów „Edutainment” oraz „Badania i analizy” - jeśli chodzi o wypowiedzi osób zainteresowanych rozwojem polskiej edukacji. Na łamach portalu publikuje już kilkunastu autorów z całej Polski, którzy znaleźli w nim miejsce na prezentację swoich opinii i poglądów dotyczących szkoły czy szeroko rozumianych zagadnień z zakresu edukacji przez całe życie.
O rozwój portalu EDUNEWS.PL zadba Fundacja Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego „Teraz edukacja”, dla której portal będzie jednym z głównych projektów. Odpowiadając na potrzeby użytkowników w najbliższych miesiącach w portalu znajdą się prezentacje materiałów multimedialnych i wideo, które są wykorzystywane do celów edukacyjnych. Rozbudowa działu Multimedia jest ważnym kierunkiem rozwoju i jednym z priorytetowych zadań stojących przed Fundacją.

11.04.2008

Awangarda w edukacji

Rodzima edukacja potrzebuje pilnie diametralnej przebudowy. Nie wystarczą do tego kosmetyczne poprawki i ciągłe „łatanie” koncepcji edukacyjnych rodem sprzed dwóch stuleci. Potrzebujemy odważnych, ale i mądrych eksperymentów i modernizacji, która pozwoli uczącym się i nauczającym w pełni cieszyć się z osiągnięć cywilizacyjnych oraz korzystać z nowych narzędzi i technik edukacyjnych na wszystkich etapach kształcenia. Im więcej osób będzie nawoływać do zmiany, pisać i głośno mówić o tej prawdziwej reformie systemu edukacji, na którą od wielu lat czekamy, tym lepiej. Dlatego należy się cieszyć, że pojawił się w sieci pierwszy numer „Awangardy w edukacji” – czasopisma, którego twórcy chcą mówić przede wszystkim o edukacji przyszłości i przyszłości edukacji. Jak we wstępie zauważają redaktorzy Awangardy, zmiana musi przecież w końcu nadejść. Być może już dzieje się tak, jak przepowiadał Howard Gardner, twórca teorii Wielorakiej Inteligencji – że tej zmiany w szkole dokona pokolenie, które dotkliwie, bo na sobie, odczuło i odczuwa niedostosowanie systemu szkolnego do życia i oczekiwań rynku pracy. Podobne przemiany dzieją się na całym świecie, ponieważ podtrzymywanie przy życiu dotychczasowych, XIX wiecznych rozwiązań w edukacji, straciło już sens. Młodzi ludzie świetnie to pojmują, bo już od dawna przestali się uczyć w szkole, zdobywając potrzebną im wiedzę praktyczną poza szkołą i formalnym systemem edukacji (co potwierdzają zarówno badania, jak i praktyka). Dlatego nie byłoby dobrze, aby nad założeniami reformy polskiej edukacji pracowali tylko politycy i urzędnicy oświatowi. Forpocztą przemian w polskiej edukacji muszą dziś być chyba inne środowiska.

Edukacja ważnym megatrendem dla firm

W gospodarce opartej na wiedzy rośnie znaczenie edukacji, nie tylko dla członków różnych społeczności i całego społeczeństwa, ale także w działalności podmiotów gospodarczych. Niedawno na konferencji Future 2008 Andreas Steinle z niemieckiego Instytutu Prognozowania Przyszłości zauważył, że edukacja jest wyrazistym megatrendem widocznym pośród wielu innych innowacyjnych pomysłów. I słusznie. Rynek jest coraz bardziej skłonny akceptować działania o charakterze edukacyjnym jako istotny (niekiedy jeden z kluczowych) elementów działalności biznesowej całego przedsiębiorstwa. Nie chodzi tu przy tym wyłącznie o edukację własnych pracowników (to też ważne oczywiście, bo ich kompetencje co kilka lat będą się dezaktualizować). Każda firma, zwłaszcza innowacyjna, musi najpierw przekonać swoich potencjalnych klientów, że dany produkt czy usługę warto kupić. Konsumenci są już wyczuleni na reklamę i inne nachalne formy promocji, tak więc firmy muszą szukać innych form dotarcia do ludzi. Jednym ze sposobów jest wpisanie w katalog podstawowych działań firmy edukacji konsumenckiej w nowym rozumieniu, o którym pisałem wcześniej na łamach portalu Edunews.pl. W gospodarce opartej na wiedzy firma musi się dzielić tą wiedzą ze swoim klientem. Nie może to być nudne szkolenie czy prezentacja, bo nikogo to nie zainteresuje (i do tego zazwyczaj nakłady > efekty). Bardzo ważna jest forma tych działań. Świetnie sprawdza się tu edutainment, zwłaszcza przy działaniach na skalę powszechną. Ludzie chcą i muszą coraz więcej się uczyć, muszą to też polubić, a wiedza wzbogacona szczyptą rozrywki (lecz nie odwrotnie) ma szansę na rynku. Gdyby ktoś był zainteresowany takimi projektami w swojej firmie – mogę pomóc. Wiem, z kim warto tu współpracować :-)