Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyrównywanie szans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyrównywanie szans. Pokaż wszystkie posty

16.01.2009

Do czego ma przygotować szkoła?

„Nie zgadzamy się na wykorzystanie zmian w systemie oświaty do obniżenia wieku produkcyjnego polskich uczniów. Używanie takiego języka degraduje polski system edukacyjny do roli służebnej wobec gospodarki. Szkoła ma służyć wszechstronnemu rozwojowi ucznia, nie tylko rynkowi pracy.“ To fragment komunikatu z konferencji NSZZ Solidarność, która odbyła się wprawdzie ponad miesiąc temu, ale warto się nad nim chwilę zastanowić. Wszak komunikaty i apele żyją dłużej niż informacje.

Trudno zrozumieć, co autorzy chcieli wyrazić w tym przesłaniu. Czy chodzi im tylko o sposób komunikowania skutków zmian w wyniku obniżenia obowiązku szkolnego uczniów, czy też w ogóle jest to sprzeciw wobec celu edukacji, jakim jest przygotowanie absolwenta szkoły czy uczelni do życia zawodowego. Zakładam, że jednak to drugie.

W minionym roku ukazało się kilka ważnych analiz, które wskazują, że największym zaniedbaniem polskiego systemu edukacji jest nieprzygotowywanie uczniów i studentów do samodzielności na rynku pracy (patrz: Czego (nie) uczą polskie szkoły?, Nowa wizja systemu edukacji, Edukacja w Polsce nie dla pracy). Absolwenci po rozpoczęciu pracy nie mają praktycznych umiejętności, które pozwoliłyby im swobodnie funkcjonować w nowym i obcym im środowisku. Muszą wszystkiego uczyć się od początku, właśnie dlatego, że nie przygotowała ich do pracy szkoła. Ale to są i tak szczęśliwcy – ci, którym się powiodło i znaleźli pracę. A jest olbrzymia grupa uczniów i studentów, którzy nie potrafią znaleźć pracy i zasilają po ukończeniu nauki szeregi bezrobotnych. Bo szkoła nie nauczyła ich, w jaki sposób mają poszukiwać pracy w interesującym ich sektorze.


Przytoczony fragment komunikatu jest absurdalny. Szkoła przede wszystkim powinna przygotować do pracy. Bo nie będzie problemu z „wszechstronnym rozwojem“ gdy pracujący uczeń będzie miał pracę i dochody; co mu zaś po takim „rozwoju“, gdy pracy i finansów brak. Kwestionowanie tego celu w zglobalizowanym i dynamicznym świecie oznacza sprowadzenie polskiego pracownika do roli taniej siły roboczej. A przecież mamy większe ambicje – konkurowania innowacjami i wiedzą, rozwijania gospodarki opartej na wiedzy. I do tego niezbędne jest jasne określenie głównego priorytetu edukacji: szkoła ma przygotowywać ucznia do wykonywania zawodów, które jeszcze nie istnieją, kształtować różnorodne umiejętności, które pozwolą mu dostosować się do warunków panujących na szybko zmieniającym się rynku pracy, dzięki czemu nie będzie żyć na koszt innych (państwa, czyli podatników). Inna sprawa, czy to polska szkoła w ogóle robi...

13.07.2008

Jeszcze raz o rozwiązaniach aleksandryjskich w edukacji

Muszę jeszcze raz nawiązać do artykułu Krzysztofa Rybińskiego w Newsweeku - tym razem skupiając się na szkolnictwie wyższym. Autor proponuje takie rozwiązania: „Poziom kształcenia wyższego w Polsce poza nielicznymi wyjątkami jest niski i tylko dwie polskie uczelnie są na liście 500 najlepszych na świecie, zresztą w przedostatniej setce. Próby dyskusji o zmianach w tym sektorze są sprowadzane do obrony praw nabytych i kwestii, czy ma istnieć habilitacja, czy nie. Nie widać żadnych perspektyw zmiany obecnej sytuacji. Dlatego należy przeprowadzić badania kapitału intelektualnego wszystkich polskich uczelni publicznych – opracować metodologię i ustawowo nakazać uczelniom dokonanie samooceny według ściśle określonych kryteriów. Takie samo badanie należy przeprowadzić w 10 najlepszych uczelniach świata oraz na tych wydziałach i kierunkach w Polsce, które odnoszą spektakularne sukcesy międzynarodowe. Należy opisać najlepsze praktyki prowadzące do światowego sukcesu i określić wzorzec. A potem finansowanie każdej uczelni uzależnić od corocznego skracania dystansu dzielącego daną uczelnię do wzorca.


To chyba za mało aleksandryjskie rozwiązanie. Po pierwsze należałoby skończyć z dyskryminacją uczelni niepublicznych. Wiadomo, że najlepsze na świecie uniwersytety są w Stanach Zjednoczonych - według rankingu The Times w Stanach Zjednoczonych znajduje się 12 spośród 15 najlepszych uniwersytetów na świecie, według rankingu Newsweeka 15 z 20, według rankingu szanghajskiego 58 ze 100, a według rankingu publikacji naukowych 170 z 500. Wszystkie amerykańskie uniwersytety mają takie same warunki konkurowania w walce o studentów i kadrę naukową, co zmusza je do stałego podnoszenia jakości nauczania i odpowiadania na bieżące zapotrzebowanie rynku. O to samo należałoby zadbać w Polsce – nie wiem, dlaczego Pan stawia tylko na uczelnie publiczne. Finansowanie uczelni wyższych powinno być uzależnione od efektywności procesu nauczania i sukcesów odnoszonych w różnych dziedzinach. Należałoby oczywiście przyjąć warunki dające równe szanse wszystkim uczelniom, a nie tylko „zasłużonym”, które już dawno spoczęły na laurach i zajmują się produkcją bezrobotnych lub niedopasowanych do rynku pracy absolwentów. Najlepsze uczelnie (może 10, 20 a może 30 – to kwestia wypracowania „aleksandryjskiego” kryterium oceny) powinny dostawać ponad połowę wszystkich środków przeznaczonych na finansowanie szkolnictwa wyższego. To mobilizowałoby pozostałe uczelnie do zmian, specjalizacji, modernizacji procesu nauczania, patrzenia na oczekiwania pracodawców, badania trendów (i w ogóle myślenia o tym, gdzie ma być Polska za 20-30 lat). To powinno trochę wyglądać jak taka Liga Mistrzów – awansujecie dalej – dostajecie większe pieniądze na badania i rozwój uczelni. Ponadto obowiązkowe powinny być (na studiach I i II stopnia oraz podyplomowych) programy realizowane w partnerstwie z zagranicznymi uczelniami (uwaga! w języku angielskim lub innym języku międzynarodowym), najlepiej jeszcze poddane systemom akredytacji zachodnich (czytaj: anglosaskich) instytucji edukacyjnych. Nie zapominajmy – wypomina to nam OECD – że Polska ma jeden z gorszych współczynników umiędzynarodowienia szkolnictwa wyższego wśród krajów członkowskich i należy to zmieniać. To oczywiście tylko kilka pomysłów – bo tych rozwiązań należałoby wprowadzić znacznie więcej.
Od wielu lat toczy się w Polsce jałowa dyskusja, czy studia powinny być płatne czy bezpłatne. Już dziś świetne prywatne szkoły wyższe – jak na przykład Łazarski, Koźmiński, PWST, Polsko Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych i wiele innych – biją na głowę dziesiątki uczelni publicznych jeśli chodzi o jakość nauczania i przygotowanie absolwentów do wyjścia na rynek pracy. Niestety w rankingach zawsze będą przegrywać z publicznymi uczelniami, ponieważ w Polsce funkcjonuje XIX wieczny model pruski szkolnictwa wyższego, który premiuje ilość i historyczne dokonania (czyli tzw. prestiż), a nie jakość i nadążanie za rozwojem cywilizacyjnym. Może w końcu ktoś zdecyduje się przeciąć ten węzeł gordyjski?

20.05.2008

Czemu służą stypendia?

Na całym świecie stypendia - w szkołach i na uczelniach wyższych - pełnią przede wszystkim funkcję motywująco-nagradzającą. Są formą finansowej zachęty dla danej osoby do rozwoju dotychczasowych działań i osiągania kolejnych sukcesów w nauce, są również nagrodą za te właśnie osiągnięcia. W takich przypadkach - gdy docenia się wyniki danego ucznia lub studenta - nikogo nie dziwi, że wysokość stypendium może być znacząca - osoba ta przecież włożyła wiele pracy i poświęcenia, aby osiągnąć określone rezultaty i należy ją za to nagrodzić. Tymczasem w polskim systemie edukacji finansowanym ze środków publicznych wszechobecne jest przekonanie, że celem stypendiów jest obdarowanie wszystkich po równo, bo wówczas będzie panowała powszechna szczęśliwość. Nic bardziej mylnego. Taki „ochłap” rzucony tym, którzy najbardziej inwestują w swoją edukację nie zachęca ich do dalszej pracy, zaś ci którzy dostali, „bo im się należało”, zawsze będą zgłaszać pretensje, że dostali za mało… W ten sposób w pierwszej grupie wzmacniamy zniechęcenie do aktywności naukowej, w drugiej wzmacniamy postawy roszczeniowe. Jak przyznają twórcy portalu mojestypendium.pl, prowadzimy w Polsce programy stypendialne szyte nie na miarę, które nie wyrównują szans w dostępie do edukacji, a nawet w pewien sposób przyczyniają się do trwonienia kapitału ludzkiego, jaki posiadamy w naszym kraju (czytaj: Stypendia szyte nie na miarę). Na szczęście coraz więcej instytucji prywatnych zaczyna finansować programy stypendialne z głową, traktując środki przeznaczone na młodego, zdolnego ucznia czy studenta jako inwestycję społeczną, a nie zabawę w tzw. sprawiedliwość społeczną. Przydaliby się też odważni urzędnicy w oświacie, którzy będą rozumieć, że większe efekty dla budowy kapitału ludzkiego Polski przyniesie przeznaczenie dużych środków na 10 uczniów lub studentów, którzy dzięki temu będą mogli więcej osiągnąć, niż mizernych środków dla 100 osób.To wszystko nie powinno jednak zniechęcać najzdolniejszych i najaktywniejszych uczniów i studentów do starania się o stypendia. Dla tych wszystkich młodych osób, którzy poszukują wsparcia finansowego dla rozwoju swojej edukacji, zamieściliśmy w portalu edunews.pl, przygotowany przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce, informator o stypendiach pt. „Studencka kieszeń” (PDF). Służyć on będzie wymierną pomocą przy zdobywaniu środków na finansowanie własnej nauki. Powodzenia!